Mateusz Gwizd: W akademii najważniejszy jest rozwój zawodnika – proces, cierpliwość i długofalowe myślenie [WYWIAD]


Trener Mateusz opowiedział m.in. jak funkcjonuje akademia w klubie ekstraklasy, o roli trenera czy podejściu do młodych zawodników

13 stycznia 2026 Mateusz Gwizd: W akademii najważniejszy jest rozwój zawodnika – proces, cierpliwość i długofalowe myślenie [WYWIAD]
Paula Duda / Korona Kielce

Bramkarz w piłce nożnej to jedna z najważniejszych pozycji na boisku. W dużym stopniu forma bramkarza zależy od końcowego rezultatu meczu. Wielu myśli, że bramkarz to nic innego jak tylko bronienie i umiejętność gry nogami. Nic bardziej mylnego. Jak więc wygląda szkolenie bramkarzy? Co jest najważniejsze i jak radzą sobie ze szkoleniem golkiperów trenerzy? Co jest najtrudniejsze w pracy z bramkarzami? O tym i o wielu innych tematach zarówno z kariery trenerskiej, jak i zawodniczej porozmawialiśmy z trenerem Mateuszem Gwizdem – koordynatorem akademii bramkarskiej Korony Kielce.


Udostępnij na Udostępnij na

Filip Tomana (iGol.pl): Patrząc z dzisiejszej perspektywy: co Twoja kariera piłkarska dała Ci jako trenerowi, a czego musiałeś się później świadomie douczyć?

Mateusz Gwizd (Trener bramkarzy Korony Kielce): Nie miałem wielkiej kariery piłkarskiej. Najwyżej grałem na poziomie III ligi. Byłem juniorem w Koronie Kielce, później wyjechałem do SMS-u w Krakowie, co dla chłopaka po gimnazjum było ogromnym krokiem – pierwsze życie poza domem, nowe środowisko, szkoła, wymagania i wyzwania dnia codziennego. To doświadczenie bardzo szybko mnie „ułożyło” i nauczyło samodzielności. Już w tamtym czasie myślałem o przyszłości. Nie byłem jeszcze sprecyzowany, czy chcę zostać trenerem bramkarzy czy trenerem zespołu, ale coraz częściej patrzyłem na treningi z innej perspektywy. Zaczynałem analizować, obserwować, zadawać sobie pytanie: „Dlaczego?”. Pamiętam, że sam inicjowałem różne rzeczy – brałem kolegów, wymyślałem ćwiczenia, kombinowałem. Zdarzało się, że potrafiliśmy z kolegą trenować od szóstej rano, realizując własne pomysły. To bardzo mocno rozwinęło we mnie kreatywność, samodzielność i odpowiedzialność za własny rozwój.

Z drugiej strony były też porażki, frustracje i momenty niezrozumienia decyzji trenerów. Czasem nie potrafiłem zaakceptować swojej roli albo wyborów sztabu. Dopiero z perspektywy czasu, już jako trener, wraca do mnie zdanie jednego z nich:
– Mateusz, zobaczysz, jak zostaniesz trenerem. Zrozumiesz, czym jest podejmowanie decyzji. Nie każda decyzja jest łatwa i nie zawsze wszyscy będą się z nią zgadzać.

Dziś wiem, jak bardzo miał rację. Jako trener musiałem się oduczyć patrzenia wyłącznie przez pryzmat własnych emocji i ambicji zawodnika. Musiałem nauczyć się szerszej perspektywy: zespołu, procesu, kontekstu, odpowiedzialności za ludzi i ich rozwój. Zrozumiałem, że nie zawsze da się wszystkim wytłumaczyć wszystko od razu, a dobra decyzja nie zawsze jest tą najpopularniejszą. Moja piłkarska droga – choć bez wielkich sukcesów – dała mi coś bardzo cennego: zrozumienie zawodnika i jego emocji, cierpliwość oraz świadomość, jak ważna jest komunikacja, zaufanie i jasne intencje. I to dziś uważam za jeden z moich największych kapitałów jako trenera.

Czy był moment, w którym zrozumiałeś, że bardziej interesuje Cię rozwój bramkarza jako proces?

Tak, to nie był jeden konkretny moment, ale raczej proces, który dojrzewał we mnie z czasem. Już jako zawodnik coraz częściej łapałem się na tym, że bardziej interesuje mnie dlaczego coś robimy na treningu, niż samo wykonanie ćwiczenia. Zamiast skupiać się wyłącznie na efekcie, zacząłem zwracać uwagę na szczegóły: ustawienie, decyzję, timing, kontekst sytuacji meczowej. Przełomowe było dla mnie zrozumienie, że rozwój bramkarza nie jest liniowy. Są momenty progresu, ale są też okresy stagnacji, regresu, wątpliwości – i to jest naturalna część drogi. Jako zawodnik czasem tego nie akceptowałem, natomiast jako trener zacząłem to rozumieć i traktować jako element pracy, a nie problem do „naprawienia” na szybko.

Duży wpływ miały też pierwsze doświadczenia trenerskie i analiza bramkarzy w dłuższej perspektywie czasu. Zobaczyłem, że największą wartością nie jest pojedyncza interwencja czy forma w danym tygodniu, ale konsekwentna praca nad fundamentami: decyzyjnością, czytaniem gry, odpornością mentalną i dopasowaniem treningu do realnych potrzeb zawodnika.

Wtedy zrozumiałem, że najbardziej fascynuje mnie właśnie proces – obserwowanie, jak bramkarz krok po kroku dojrzewa, jak zmienia się jego sposób myślenia, reagowania i postrzegania gry. I że rolą trenera jest nie tylko „uczyć techniki”, lecz także prowadzić zawodnika przez ten proces.

Fot. Paula Duda / Korona Kielce

Jak wyglądały Twoje pierwsze lata pracy trenerskiej i czego wtedy najbardziej Ci brakowało w codziennej pracy z bramkarzami?

Moje pierwsze lata pracy trenerskiej były bardzo intensywne i mocno oparte na metodzie prób i błędów. Z jednej strony miałem ogromne zaangażowanie, chęć pracy i dużo energii, z drugiej – ograniczone doświadczenie praktyczne w prowadzeniu procesu rozwoju bramkarza w dłuższej perspektywie czasu. Wiedziałem, co chcę robić, ale nie zawsze jeszcze dlaczego i w jakiej kolejności. Na początku skupiałem się głównie na technice i jakości samego treningu. Chciałem, żeby każda jednostka była „dobra”, intensywna, atrakcyjna. Z czasem zrozumiałem, że brakowało mi szerszego kontekstu – planowania, struktury i powiązania treningu z meczem, okresem sezonu i indywidualnymi potrzebami bramkarza. Patrzyłem bardziej na jednostkę niż na proces.

Najbardziej brakowało mi wtedy doświadczenia w zarządzaniu ludźmi i komunikacji. Pracując z młodymi bramkarzami, szybko zauważyłem, że ten sam trening i te same słowa działają zupełnie inaczej na różnych zawodników. Musiałem nauczyć się słuchać, zadawać pytania i rozumieć, w jakim momencie rozwoju – nie tylko sportowego, ale też mentalnego – znajduje się dany bramkarz. Brakowało mi też pewności w podejmowaniu decyzji. Jako młody trener często szukałem potwierdzenia na zewnątrz, zamiast zaufać własnym obserwacjom. Z czasem, dzięki analizie, rozmowom, edukacji i pracy w różnych środowiskach, zacząłem budować własne przekonania i tożsamość trenerską.

Dziś wiem, że te „braki” były naturalnym etapem rozwoju. To właśnie one zmusiły mnie do refleksji, ciągłego uczenia się i traktowania pracy trenera nie jako zbioru ćwiczeń, ale jako odpowiedzialnego prowadzenia bramkarza przez długofalowy, złożony proces rozwoju.

Co na początku było dla Ciebie trudniejsze: nauczanie techniki czy nauczenie się właściwej obserwacji bramkarza w meczu?

Zdecydowanie trudniejsza była dla mnie nauka właściwej obserwacji bramkarza w meczu. Nauczanie techniki nie było mi obce – miałem bardzo dobre podstawy wyniesione jeszcze z czasów zawodniczych oraz pracy z trenerami, dla których technika była absolutnym fundamentem szkolenia bramkarza.

Natomiast obserwacja meczu wymagała znacznie większej wiedzy i doświadczenia. Z czasem zrozumiałem, że nie da się oceniać bramkarza wyłącznie przez pryzmat interwencji czy straconych bramek. Coraz większą rolę zaczęła odgrywać tzw. taktyka bramkarska, która jest ściśle powiązana z modelem gry zespołu. To wymusiło na mnie patrzenie wielopłaszczyznowe – nie tylko na samego bramkarza, ale na cały kontekst funkcjonowania drużyny.

Musiałem nauczyć się analizować strukturę zespołu, zachowanie linii obrony, wysokość ustawienia, pressing, fazy gry i to, jak w każdej z nich funkcjonuje bramkarz. Obserwacja przestała być odpowiedzią na pytanie: „co się stało?”, a zaczęła prowadzić do pytania: „dlaczego do tego doszło?”.

Ogromnie pomogła mi w tym droga edukacyjna. Ukończenie kursu GK UEFA B w Anglii, gdzie nauczanie techniki i jej powiązanie z grą jest bardzo precyzyjnie opracowane, dało mi solidne, uporządkowane narzędzia do pracy. Z kolei kurs UEFA A w Polsce, z dużym naciskiem na taktykę i pracę zespołową, pozwolił mi spojrzeć na grę znacznie szerzej. Dzięki temu jeszcze lepiej zrozumiałem rolę bramkarza jako integralnej części zespołu, a nie odrębnej jednostki.

To wszystko sprawiło, że dziś obserwacja meczu jest dla mnie procesem analitycznym, opartym na zależnościach i kontekście. Bez wątpienia uważam, że skuteczna praca z bramkarzem wymaga połączenia techniki, taktyki i rozumienia gry całego zespołu – bo właśnie w takim środowisku funkcjonuje współczesny bramkarz.

Co w Anglii najszybciej zweryfikowało Twoje wcześniejsze przekonania o szkoleniu bramkarzy?

Najszybciej zweryfikowało mnie to, jak bardzo uporządkowany i konsekwentny jest tam proces nauczania bramkarza. W Anglii bardzo szybko zobaczyłem, że nie chodzi o dużą liczbę ćwiczeń czy efektowne formy treningowe, ale o jasną strukturę, powtarzalność i precyzyjnie określone kryteria wykonania. Wcześniej uważałem, że dobra technika wynika głównie z doświadczenia i intuicji trenera. Tymczasem w Anglii zobaczyłem, jak bardzo technika jest rozłożona na elementy pierwsze: ustawienie ciała, praca nóg, timing i decyzja. Każdy detal ma swoje miejsce w progresji i jest bezpośrednio powiązany z konkretną sytuacją meczową.

Bardzo mocno zweryfikowało mnie również podejście do zarządzania grą bramkarza, szczególnie przy stałych fragmentach gry. Na kursie ogromny nacisk kładziono na organizację zespołu, odpowiedzialność bramkarza za ustawienie linii obrony, jasną komunikację oraz pełne rozumienie zadań – zarówno własnych, jak i całego zespołu. Kluczowe było też podejście do błędu. Błąd nie był traktowany jako coś negatywnego, ale jako narzędzie rozwoju. Uczono mnie, że nie chodzi o natychmiastowe poprawianie bramkarza, ale o świadome prowadzenie go do rozwiązania poprzez zadawanie odpowiednich pytań i uzyskiwanie odpowiedzi od samego zawodnika. Dzięki temu bramkarz nie tylko korygował swoje zachowanie, ale przede wszystkim budował świadomość dlaczego coś zrobił i co może zrobić lepiej następnym razem.

***

Dużo miejsca poświęcano także komunikacji – nie jako dodatku, ale jako kluczowej umiejętności bramkarza. Komunikacja musiała być konkretna, adekwatna do sytuacji i zsynchronizowana z działaniami zespołu. Brak komunikatu traktowany był równie poważnie jak błąd techniczny. Kolejną rzeczą była rola bramkarza w grze zespołu. W Anglii od początku bardzo mocno podkreśla się jego udział w budowaniu gry, zarządzaniu przestrzenią i odpowiedzialność taktyczną. To nie jest osobny element szkolenia, ale integralna część modelu gry.

Najważniejsze jednak było to, że wszystko miało swoje „dlaczego”. Każde ćwiczenie, każda korekta i każda decyzja trenerska były osadzone w kontekście meczu i długofalowego procesu rozwoju. To bardzo szybko zweryfikowało moje wcześniejsze przekonania i sprawiło, że zacząłem planować trening nie pod kątem pojedynczej jednostki, ale świadomego, kompleksowego rozwoju bramkarza.

Jak w praktyce wyglądało zaufanie, które otrzymałeś od angielskich klubów? W jakich obszarach dostałeś realną autonomię?

Na początku ta droga wcale nie była łatwa. Przez ponad dwa lata czekałem, żeby w ogóle dostać się na staż w jakimkolwiek klubie. Zanim mogłem rozpocząć pracę, musiałem spełnić konkretne wymagania formalne – ukończyć m.in. kurs pierwszej pomocy oraz szkolenia dotyczące pracy z dziećmi. Bez tego nie było możliwości wejścia do środowiska klubowego i rozpoczęcia jakiejkolwiek pracy szkoleniowej. Dopiero po spełnieniu wszystkich wymagań udało mi się znaleźć pierwszy staż w klubie oddalonym od Birmingham – Shrewsbury Town FC. Tam wszystko odbywało się bardzo stopniowo. Zostałem wprowadzany powoli w strukturę akademii i – jak każdy młody trener – zaczynałem od pracy z dziećmi, konkretnie z młodymi bramkarzami.

Po pewnym czasie, kiedy oswoiłem się z językiem, środowiskiem i samymi zawodnikami, otrzymałem swoje pierwsze poważniejsze zadanie: miałem przygotować podsumowanie trzymiesięcznego okresu treningowego jednego z bramkarzy i przedstawić je rodzicom oraz koordynatorowi. Pamiętam, że wtedy szczerze powiedziałem mojemu koordynatorowi – Walijczykowi – że nie wiem, czy sobie poradzę, bo mój angielski nie jest jeszcze na wystarczającym poziomie. Odpowiedział mi wtedy półżartem, pół serio, że mój angielski i tak jest lepszy niż jego polski. To był bardzo ważny moment. Właśnie w taki sposób – małymi krokami – budowało się zaufanie. Nikt nie rzucał mnie od razu na głęboką wodę, ale każde kolejne zadanie było sygnałem, że klub zaczyna mi ufać.

Z czasem ta autonomia była coraz większa. Obejmowała m.in. samodzielne planowanie jednostek treningowych dla bramkarzy oraz układanie tygodniowych planów pracy, oczywiście po wcześniejszej konsultacji i akceptacji koordynatora. Miałem realny wpływ na proces szkoleniowy, a jednocześnie jasno określone ramy i wsparcie.

Dla mnie było to bardzo cenne doświadczenie, bo zaufanie nie wynikało z tytułów czy licencji, ale z codziennej pracy, odpowiedzialności i konsekwencji. Właśnie w ten sposób uczyłem się autonomii – nie jako wolności „bez kontroli”, ale jako odpowiedzialności za rozwój zawodnika i cały proces.

Fot. Paula Duda / Korona Kielce

Pamiętasz swój pierwszy dzień w Shrewsbury Town? Z czym wtedy wchodziłeś na trening?

Tak, pamiętam swój pierwszy dzień w Shrewsbury Town doskonale. Przede wszystkim moment, w którym dowiedziałem się, że dostałem swoją szansę. Szczerze mówiąc, wtedy nawet nie zastanawiałem się nad tym, że mój angielski nie jest na wystarczająco dobrym poziomie. Ekscytacja była tak ogromna, że dosłownie mogłem latać ze szczęścia. Oczywiście towarzyszył mi również stres, ale był to dobry, motywujący stres. Byłem bardzo dobrze przygotowany do zajęć, dlatego na pierwszy trening wchodziłem z mieszanką ekscytacji i napięcia — jednak w całkowicie pozytywnym sensie.

Jak wyglądało to „wchodzenie do środowiska” akademii – czego na początku uczono Cię najbardziej?

Najtrudniejsze było dla mnie dostosowanie się do stylu pracy i tzw. „angielskiego DNA”, które na poziomie nauczania jest obecne dosłownie wszędzie. Chodzi przede wszystkim o sposób prowadzenia zajęć. Aby robić to właściwie, trzeba bardzo dokładnie wiedzieć, na co zwracać uwagę w danym elemencie nauczania i jak rozwijać konkretne umiejętności. Dodatkowym wyzwaniem był język – cały czas myślałem jeszcze po polsku, więc wszystko musiałem najpierw „przetworzyć” w głowie, a dopiero potem przełożyć na język angielski. To wymagało dużej koncentracji, szczególnie w trakcie treningu.

Dla przykładu – chwyt piłki. To nie jest jeden prosty ruch, tylko kilkanaście kluczowych elementów, na które trener musi zwracać uwagę. Wszystko jest budowane etapami, w logicznej strukturze, opartej na zadawaniu pytań i udzielaniu odpowiedzi. Rolą trenera jest naprowadzanie zawodnika na prawidłowe wykonanie danego elementu. Jeśli pojawia się błąd, nie ma natychmiastowej gotowej odpowiedzi – najpierw są pytania, a dopiero potem korekta.

Co najbardziej Cię zaskoczyło, kiedy pierwszy raz wszedłeś do pierwszej drużyny?  

Jako młody trener najbardziej zaskoczyło mnie samo „obycie się” z pracą na poziomie centralnym. Wejście do pierwszej drużyny i codzienna praca w Ekstraklasie oraz 1. lidze to zupełnie inna skala funkcjonowania – intensywność, tempo podejmowania decyzji i odpowiedzialność są znacznie większe.

Myślę, że do tego poziomu po prostu trzeba się przyzwyczaić. To proces – od pierwszego dnia uczysz się funkcjonować w środowisku, gdzie każdy detal ma znaczenie, a wymagania są wysokie niezależnie od wieku czy doświadczenia. Dla mnie było to bardzo rozwijające doświadczenie, ale na pewno też moment, który wymagał adaptacji.

 Co jest trudniejsze na tym poziomie: sama praca treningowa czy funkcjonowanie w realiach presji wyniku?

Na tym poziomie zdecydowanie trudniejsze jest funkcjonowanie w realiach presji wyniku. Sama praca treningowa – jej jakość, struktura i merytoryka – jest czymś, do czego jako trener jesteś przygotowany i nad czym masz realną kontrolę. Wiesz, co chcesz robić, jak chcesz rozwijać zawodników i jak wygląda proces. Presja wyniku natomiast towarzyszy każdego dnia i wpływa na wszystkie decyzje – od planowania mikrocyklu, przez dobór środków treningowych, aż po komunikację z zawodnikami i sztabem. Trzeba umieć pracować w środowisku, w którym jeden mecz może zmienić bardzo dużo.

Przeżywałem to już wcześniej – zarówno wtedy, gdy walczyliśmy o awans do Ekstraklasy, jak i w momencie walki o utrzymanie w Ekstraklasie. Takie doświadczenia uczą bardzo dużo i są nie do zastąpienia. Uczą odpowiedzialności, odporności psychicznej i konsekwencji w pracy, niezależnie od okoliczności.

Jak bardzo różni się Twoja robota z bramkarzem w tygodniu meczowym Ekstraklasy od pracy w akademii? 

W tygodniu meczowym w Ekstraklasie moja praca jest mocno ukierunkowana na pierwszą drużynę i wynik. Liczy się przygotowanie bramkarzy pod konkretnego rywala, analizę meczową, detale i gotowość mentalną. Wszystko musi być podporządkowane temu, żeby bramkarz był w optymalnej formie w dniu meczu.

W akademii moja rola wygląda inaczej, bo pełnię funkcję koordynatora bramkarzy. Nie prowadzę zajęć, tylko wspieram trenerów bramkarzy poprzez regularne spotkania, rozmowy i wspólne planowanie pracy. Dotyczy to m.in. rozwoju indywidualnego zawodników, celów szkoleniowych, a także tematów takich jak potencjalne przesunięcia bramkarzy pomiędzy zespołami czy ich ewentualne pozyskanie.

To bardziej praca strategiczna i organizacyjna, nastawiona na proces i rozwój w dłuższej perspektywie. W Ekstraklasie dominuje tu i teraz – w akademii budowanie fundamentów na przyszłość.

Jak wygląda rozmowa z bramkarzem po słabszym meczu ligowym?

Przede wszystkim nigdy nie rozmawiam o błędach bezpośrednio po meczu. To są dorośli, bardzo świadomi ludzie i po tak dużym ładunku emocjonalnym nie ma potrzeby jeszcze dodatkowo „dobijać” zawodnika rozmową o pomyłkach.

Wszystko omawiamy dopiero dwa dni po meczu, w spokojnych warunkach – na boisku, w środowisku treningowym. Dopiero wtedy wracamy do sytuacji meczowych, analizujemy je na chłodno i wyciągamy wnioski. Jeśli zdarzył się błąd, traktujemy go jako element procesu i punkt wyjścia do dalszej pracy, a nie jako problem sam w sobie.

Jak układa się współpraca z trenerem głównym przy przygotowaniu bramkarza pod konkretnego rywala?

Jeśli chodzi o mój realny wpływ na decyzje dotyczące bramkarzy w pierwszej drużynie, to w Koronie Kielce współpraca układa się bardzo dobrze. Współpracując z trenerem Jackiem Zielińskim, mam poczucie dużego zaufania i swobody w swojej pracy. Trener jest osobą, która zawsze pyta mnie o zdanie, co jako trenerowi bramkarzy bardzo imponuje – bo, jak wiadomo, różnie bywa z podejściem do doboru bramkarzy w sztabach szkoleniowych.

Między nami jest bardzo dobra komunikacja. Wszystkie decyzje podejmujemy wspólnie, po rozmowie i wymianie argumentów. Dotyczy to zarówno wyboru bramkarza do gry, jak i przygotowania go pod konkretnego rywala. Zawsze staramy się dokładnie przeanalizować sytuację i ocenić ją możliwie jak najbardziej obiektywnie.

Najważniejsze jest dla nas to, aby decyzje były sprawiedliwe i szczere wobec zawodników. Tylko w taki sposób można budować zaufanie, zdrową rywalizację i wspólnie rozwijać bramkarzy na najwyższym poziomie.

Jak definiujesz rolę akademii bramkarskiej? 

Rola akademii bramkarskiej nie polega wyłącznie na „produkowaniu” bramkarzy gotowych do gry na danym etapie, ale przede wszystkim na świadomym prowadzeniu długofalowego procesu rozwoju. Akademia ma tworzyć środowisko, w którym bramkarz może się uczyć, popełniać błędy, rozumieć grę i stopniowo budować swoją tożsamość sportową.

Dla mnie akademia bramkarska jest miejscem, gdzie fundamenty są ważniejsze niż szybki efekt. Technika, taktyka bramkarska, motoryka i mentalność muszą być rozwijane równolegle, w sposób dopasowany do wieku biologicznego, etapu rozwoju i indywidualnych predyspozycji zawodnika. Kluczowe jest, aby każdy element miał swoje „dlaczego”, a trening był spójny z modelem gry klubu. Bardzo istotną rolą akademii jest także edukacja i budowanie świadomości bramkarza. Nie chodzi tylko o to, żeby wiedział jak coś wykonać, ale kiedy, dlaczego i w jakim kontekście. Akademia powinna uczyć podejmowania decyzji, czytania gry i odpowiedzialności za własny rozwój – zarówno na boisku, jak i poza nim.

Równie ważna jest ciągłość i spójność szkolenia. Akademia bramkarska musi być pomostem między szkoleniem młodzieżowym a piłką seniorską. Jej zadaniem jest przygotowanie bramkarza do wymagań pierwszej drużyny – nie tylko sportowych, ale też mentalnych, organizacyjnych i kulturowych.

Wreszcie, akademia bramkarska to także środowisko współpracy. Trenerzy bramkarzy, trenerzy zespołów, analitycy, fizjoterapeuci i sami zawodnicy powinni działać w jednym kierunku. Tylko wtedy rozwój bramkarza jest pełny, a akademia spełnia swoją funkcję jako miejsca, które nie tylko szkoli, ale świadomie przygotowuje do profesjonalnego futbolu.

Jak bardzo Ekstraklasa wymusza na trenerach elastyczność – w planowaniu treningów, pracy z zawodnikiem, reagowaniu na wyniki?

Ekstraklasa wymusza na trenerach bardzo dużą elastyczność – praktycznie na każdym poziomie pracy. Planowanie treningów musi być dynamiczne i często korygowane w zależności od kalendarza, obciążeń meczowych, stanu zdrowia zawodników czy aktualnej formy zespołu. Nawet najlepiej przygotowany plan nie może być „sztywny”, bo realia ligowe bardzo szybko go weryfikują.

Podobnie wygląda praca indywidualna z zawodnikiem. Trzeba umieć dostosować środki treningowe nie tylko do potrzeb rozwojowych, ale też do aktualnej sytuacji – czy zawodnik gra regularnie, wraca po błędzie, jest pod presją wyniku albo zmiany roli w zespole. Reagowanie na wyniki jest tu kluczowe, ale jednocześnie nie może być impulsywne. Sztuką jest znalezienie balansu między reagowaniem na to, co dzieje się tu i teraz, a konsekwencją w długofalowym procesie.

Na tym poziomie trener musi być elastyczny, ale jednocześnie spójny w swoich zasadach. Umiejętność szybkiej adaptacji, bez utraty tożsamości pracy, to jedna z najważniejszych kompetencji w Ekstraklasie.

Fot. Paula Duda / Korona Kielce

Z czym najczęściej zderza się trener, który pierwszy raz trafia do pracy na poziomie Ekstraklasy?

Myślę, że trener, który po raz pierwszy trafia do pracy na poziomie Ekstraklasy, najczęściej zderza się z koniecznością obycia się z tym środowiskiem. Począwszy od codziennego funkcjonowania na treningach, pracy w sztabie z innymi ludźmi – często bardzo doświadczonymi i o silnych osobowościach – aż po całą otoczkę meczową, wszystko odbywa się na zupełnie inną skalę niż na niższych poziomach.

Do tego w trakcie tygodnia towarzyszy wiele różnych emocji: presja wyniku, reakcje po meczach, oczekiwania otoczenia i mediów. Z tym wszystkim trzeba się nauczyć pracować i funkcjonować na co dzień. To proces, do którego po prostu trzeba się przyzwyczaić.

Jak wygląda tydzień pracy w klubie Ekstraklasy?

Tydzień pracy w klubie Ekstraklasy „od środka” jest bardzo intensywny i mocno uporządkowany, ale jednocześnie wymaga dużej elastyczności. Zazwyczaj wszystko zaczyna się od analizy poprzedniego meczu – zarówno zespołowej, jak i indywidualnej. To moment na spokojne wnioski, rozmowy ze sztabem i zawodnikami oraz zaplanowanie kolejnych dni. Na tej podstawie budowany jest mikrocykl treningowy, dostosowany do kalendarza, obciążeń i sytuacji zdrowotnej zawodników.

W kolejnych dniach tydzień kręci się wokół pracy na boisku, przygotowania taktycznego pod konkretnego rywala, treningów indywidualnych i zespołowych oraz stałej komunikacji w sztabie. Dużo czasu zajmują spotkania – sztabowe, analityczne, na których omawiane są detale, które z zewnątrz często są niewidoczne. Im bliżej meczu, tym większy nacisk kładzie się na detale, regenerację i gotowość mentalną. Treningi są krótsze, bardziej precyzyjne. Cały tydzień funkcjonuje po to, aby wygrać następny mecz, ale jednocześnie trzeba zachować spokój i konsekwencję w pracy.

Od środka to połączenie rutyny, dużej odpowiedzialności, ciągłego podejmowania decyzji i pracy zespołowej w sztabie. To środowisko wymagające, ale bardzo rozwijające.

Jak mocno w Ekstraklasie czuć presję wyniku w porównaniu do pracy w akademii?

Myślę, że tych dwóch światów tak naprawdę nie da się porównać, bo pełnią zupełnie inne funkcje. W akademii najważniejszy jest rozwój zawodnika – proces, cierpliwość i długofalowe myślenie. Presja wyniku nie powinna tam dominować, bo może zaburzać rozwój i odwagę w podejmowaniu decyzji przez młodych piłkarzy.

W piłce seniorskiej, a szczególnie w Ekstraklasie, presja wyniku jest naturalną częścią codziennej pracy. Wynik ma realne konsekwencje – dla klubu, sztabu i zawodników. Trzeba umieć z nią funkcjonować, podejmować decyzje pod presją i brać za nie odpowiedzialność. To są po prostu dwa różne światy. Akademia ma przygotować zawodnika do tego, co czeka go w piłce seniorskiej. Ekstraklasa natomiast weryfikuje wszystko – umiejętności, mentalność i gotowość do gry na najwyższym poziomie.

Czy na tym poziomie częściej wygrywa długofalowa praca czy dobre zarządzanie momentem?

Na tym poziomie wygrywa połączenie jednego i drugiego. Długofalowa praca jest fundamentem – bez niej nie da się zbudować jakości, stabilności ani zaufania w zespole. To ona daje ramy, zasady i tożsamość, do których można się odwołać w trudniejszych momentach.

Jednocześnie Ekstraklasa bardzo często wymaga dobrego zarządzania momentem. Trzeba umieć reagować na aktualną formę zespołu, serię wyników, kontuzje czy kontekst konkretnego meczu. Czasami jedno dobre zarządzenie tygodniem, decyzja personalna albo zmiana detalu potrafi zadecydować o wyniku.

Najlepsi trenerzy i sztaby potrafią łączyć konsekwencję w długofalowej pracy z elastycznością w reagowaniu na tu i teraz. Bez fundamentu nie ma stabilności, ale bez umiejętności zarządzania momentem trudno przetrwać na tym poziomie.

Jak wygląda praca trenera bramkarzy, kiedy drużyna jest w dobrym momencie, a jak wtedy, gdy pojawiają się problemy z wynikami?

Praca trenera bramkarzy zawsze musi być na wysokim poziomie, niezależnie od wyników zespołu.

Kiedy drużyna jest w dobrym momencie i wygrywa, moim zadaniem jest utrzymać poziom pracy, nie obniżać standardów i nie popadać w samozadowolenie. Właśnie wtedy trzeba być szczególnie czujnym, żeby dobra forma trwała jak najdłużej i żeby zwycięstwa nie uśpiły koncentracji. Z kolei w momentach, gdy pojawiają się problemy z wynikami, podejście merytorycznie pozostaje takie samo. Również wtedy praca musi być na wysokim poziomie – po to, aby zespół znów zaczął wygrywać. Zmienia się kontekst emocjonalny i presja, ale standard pracy nie może się zmieniać.

Niezależnie od tego, czy wygrywasz, czy przegrywasz, jako trener bramkarzy musisz trzymać poziom każdego dnia. Tylko konsekwencja i jakość pracy pozwalają przejść zarówno dobre, jak i trudne momenty.

Na ile w Ekstraklasie trener bramkarzy może pracować według swojej filozofii, a na ile musi się dostosować do realiów ligi?

Realia Ekstraklasy są takie, że jako trener musisz być przygotowany na wszystkie wymagania, jakie stawia liga. Twoim zadaniem jest trenować bramkarzy w taki sposób, aby potrafili odnaleźć się w każdej sytuacji meczowej – niezależnie od stylu gry zespołu, przeciwnika czy momentu sezonu.

Ja staram się przygotowywać bramkarzy całościowo, holistycznie. Nie skupiam się na jednym elemencie. Technika, taktyka, motoryka, mentalność i decyzyjność muszą się wzajemnie uzupełniać, bo tylko wtedy bramkarz jest w stanie funkcjonować na wysokim poziomie w realiach Ekstraklasy.

Oczywiście ważnym elementem pracy jest również przygotowanie pod konkretnego przeciwnika i szczegółowa analiza rywala. To jest niezbędne na poziomie ligowym. Natomiast fundamentem zawsze musi być pełne przygotowanie bramkarza, tak aby był widoczny, potrafił się zaznaczyć i mógł realnie myśleć o rozwoju czy kolejnym kroku w karierze, na przykład transferze.

Dziś bramkarz gra w Ekstraklasie, a jutro może trafić do innego kraju, gdzie nikt nie będzie pytał, czy potrafi się dostosować – tam po prostu będzie musiał to zrobić. Dlatego jako trener bramkarzy musisz przygotować go niezależnie od tego, gdzie będzie grał. Trzeba zawsze patrzeć do przodu i myśleć długofalowo, bo w dużej mierze to od jakości tej pracy zależy, jak dobrze bramkarz poradzi sobie w kolejnych etapach swojej kariery.

Jak oceniasz poziom Ekstraklasy z perspektywy boiska – co jest jej największą siłą, a co największym ograniczeniem? 

Z perspektywy boiska Ekstraklasa jest ligą bardzo wymagającą fizycznie i mentalnie. Jej największą siłą jest intensywność – tempo gry, liczba pojedynków, presja w każdej fazie meczu i fakt, że praktycznie nie ma „łatwych spotkań”. Każdy mecz wymaga pełnej koncentracji, bo różnice między zespołami są często niewielkie. Dużą siłą ligi jest również charakter rywalizacji. Zespoły potrafią być bardzo dobrze przygotowane organizacyjnie, a zawodnicy są odporni na trudne warunki, presję wyniku i zmieniające się okoliczności meczowe. To środowisko, które uczy odpowiedzialności i walki do końca. Największym ograniczeniem Ekstraklasy, moim zdaniem, jest nadal nierówność jakościowa – zarówno w infrastrukturze, jak i w szeroko rozumianych zasobach klubów. Przekłada się to na stabilność pracy, możliwości rozwoju oraz długofalowe planowanie. Czasami brakuje też większej powtarzalności w budowaniu projektów sportowych.

Ekstraklasa daje bardzo dobre przygotowanie pod względem intensywności i mentalności, ale jako liga wciąż ma przestrzeń do rozwoju w obszarach organizacyjnych i strukturalnych.

Z czym Ekstraklasa radzi sobie dziś lepiej niż kilka lat temu, jeśli chodzi o rozwój zawodników?

Myślę, że dziś Ekstraklasa zdecydowanie lepiej niż kilka lat temu radzi sobie z tworzeniem środowiska do rozwoju zawodników. Widać większą świadomość w klubach, że rozwój nie kończy się na akademii – coraz częściej młodzi piłkarze dostają realne szanse gry w pierwszej drużynie i są do tego lepiej przygotowani. Poprawiła się też organizacja pracy: struktury sportowe są bardziej profesjonalne, sztaby liczniejsze i lepiej wyspecjalizowane, a proces szkolenia jest coraz częściej planowany długofalowo. Dużą zmianą jest również szersze wykorzystanie analizy, danych i indywidualnych planów rozwoju, co pozwala lepiej dopasować pracę do konkretnego zawodnika. Dzięki temu Ekstraklasa staje się dziś ligą, w której można nie tylko rywalizować, ale realnie się rozwijać i przygotować do kolejnego kroku w karierze – także poza Polską.

,,SZYBKIE STRZAŁY”

Jedna cecha, bez której bramkarz nie ma czego szukać na wysokim poziomie?

Jeśli miałbym wskazać jedną cechę, bez której bramkarz nie ma czego szukać na wysokim poziomie, to byłaby to odporność mentalna.

Na najwyższym poziomie każdy bramkarz ma umiejętności techniczne i fizyczne. To, co naprawdę robi różnicę, to zdolność radzenia sobie z presją, błędem i odpowiedzialnością. Bramkarz musi potrafić szybko zostawić za sobą nieudaną interwencję, zachować spokój w kluczowych momentach i podejmować odważne decyzje, nawet po wcześniejszym błędzie.

Bez silnej głowy trudno funkcjonować w środowisku, gdzie każda pomyłka jest widoczna, oceniana i często decyduje o wyniku.

Co szybciej eliminuje bramkarza: brak decyzyjności czy brak techniki?

Technikę można poprawić i rozwijać w procesie treningowym, nawet na poziomie seniorskim. Natomiast brak decyzyjności – niezdecydowanie, spóźnione reakcje, wahanie – bardzo szybko prowadzi do błędów, które bezpośrednio wpływają na wynik meczu. A na tym poziomie czasu na „zastanawianie się” po prostu nie ma. Dobry bramkarz może mieć jeszcze techniczne rezerwy, ale jeśli potrafi podejmować szybkie i trafne decyzje, jest w stanie funkcjonować na wysokim poziomie. Bez decyzyjności nawet najlepsza technika przestaje mieć znaczenie.

Fot. Paula Duda / Korona Kielce

Element gry bramkarza, który najczęściej jest źle rozumiany w szkoleniu młodzieży?

Jednym z elementów gry bramkarza, który jest najczęściej źle rozumiany w szkoleniu młodzieży, jest ocena gotowości do „gry seniorskiej”. Zbyt często akademie i trenerzy oczekują od młodego bramkarza szybkiej dojrzałości – zarówno decyzyjnej, jak i mentalnej – zamiast dać mu czas na naturalny rozwój. Widzimy sytuacje, w których od 15-letniego bramkarza wymaga się zachowań i rozwiązań typowych dla piłki seniorskiej, co prowadzi do budowania opinii na podstawie tego, czego jeszcze nie potrafi, zamiast rzetelnej oceny tego, co już ma dobrze rozwinięte oraz nad czym należy dalej pracować. Brak cierpliwości w procesie rozwoju i nieumiejętność „poczekania” na kolejny etap dojrzewania sprawiają, że system traci wielu utalentowanych zawodników – zarówno z pola, jak i bramkarzy.

Najczęstszy błąd trenerów pracujących z młodymi bramkarzami?

Najczęstszy błąd trenerów pracujących z młodymi bramkarzami to brak cierpliwości oraz zaufania do procesu rozwoju. Trzeba mieć świadomość, że każdy bramkarz rozwija się w innym tempie i na swój własny sposób. Trener, który doprowadzi bramkarza do poziomu centralnego, zawsze ma swoją metodę pracy, jednak kluczowe jest coś więcej niż sama metodologia. Najważniejsze jest to, aby młody bramkarz czuł, że trener się nim realnie opiekuje, daje mu coś „ponad standard” i buduje w nim przekonanie, że jest ważny. Fundamentem tego procesu jest szczera, regularna komunikacja oraz zrozumienie, że każdy zawodnik ma inną historię życia, inne doświadczenia i inne potrzeby rozwojowe.

Co częściej decyduje o tym, kto dochodzi najwyżej?

Na najwyższy poziom częściej dochodzą nie ci najbardziej utalentowani, lecz ci najbardziej odporni mentalnie, cierpliwi i dobrze prowadzeni w długofalowym procesie rozwoju.    

Najlepszy bramkarz reprezentacji Polski w historii?

Artur Boruc. 

Bramkarz, który najbardziej Cię zaskoczył rozwojem?

Jeśli chodzi o bramkarza, który najbardziej zaskoczył mnie swoim rozwojem, to po ostatnich perturbacjach w karierze zdecydowanie wskazałbym Cezary Miszta. Po odejściu z Legii musiał zmierzyć się z trudnym momentem, ale pokazał ogromny charakter. Dziś, występując w Rio Ave, coraz pełniej pokazuje swoje umiejętności. Widać u niego progres, większą pewność siebie i dojrzałość w grze. To dobry przykład tego, jak odpowiednia reakcja na trudności i konsekwentna praca mogą realnie wpłynąć na rozwój zawodnika.

Bramkarz, od którego młodzi mogą się dziś najwięcej nauczyć?

Myślę, że młodzi bramkarze mogą uczyć się dziś od wielu, ale jeśli miałbym wskazać jedną historię, która niesie ze sobą bardzo mocny przekaz szkoleniowy, to byłby to Gianluigi Buffon. To przykład bramkarza, od którego młodzi mogą nauczyć się nie tylko techniki, ale przede wszystkim mentalności, długowieczności i podejścia do zawodu. Buffon od bardzo młodego wieku funkcjonował pod ogromną presją, popełniał błędy, przeżywał trudne momenty – a mimo to potrafił się podnosić, adaptować i utrzymywać najwyższy poziom przez ponad dwie dekady.

Największy „śmieszek” w szatni?

Sotiriu.

Najbardziej wymagający bramkarz, z jakim pracowałeś? 

Najbardziej wymagający bramkarz, z jakim pracowałem? Nie chcę wymieniać jednej osoby, ponieważ zawsze staram się tworzyć środowisko, w którym każdy bramkarz jest wymagający – przede wszystkim wobec samego siebie. Moim celem jako trenera jest motywować bramkarzy do dawania z siebie 100% każdego dnia, podnoszenia standardów pracy i ciągłego rozwoju – niezależnie od wieku, poziomu czy doświadczenia. Każdy bramkarz, który ma ambicję, dyscyplinę i świadomość swojej roli, staje się wymagający. I właśnie z takimi osobami chcę pracować.

Co najbardziej cenisz u zawodnika poza boiskiem?

Poza boiskiem najbardziej cenię podejście do pracy i codzienną mentalność zawodnika. To, jak funkcjonuje na co dzień – czy jest zdyscyplinowany, odpowiedzialny i świadomy swoich obowiązków – ma ogromne przełożenie na to, co później pokazuje na boisku. Bardzo ważna jest też otwartość na rozwój: umiejętność słuchania, przyjmowania informacji zwrotnej i chęć ciągłego doskonalenia się. Zawodnik, który potrafi dobrze zarządzać sobą poza boiskiem, szybciej się rozwija, lepiej radzi sobie z presją i jest bardziej stabilny w dłuższej perspektywie.

Dodaj komentarz

Zapraszamy do kulturalnej dyskusji.

Najnowsze